
Oscary rozdane. Faworyt – obraz Martina Scorsese – zdobył aż pięć statuetek, wszystkie w kategoriach technicznych. Rywalizował też o najwyższe laury jako film, przegrał jednak ze świetnym skądinąd Artystą, drugim czarnym koniem tegorocznych Oscarów. Swoją drogą, była to historyczna rywalizacja. Po raz pierwszy od długiego czasu do Oscara nominowano film niemy, rzadko zdarza się też nominacja za film stereoskopowy. Bitwa pomiędzy dwoma, tak odległymi od siebie formami kina stoczona została w tym roku po raz pierwszy. Co ciekawe, obydwa filmy (zwłaszcza w zestawieniu jeden obok drugiego), w pewien sposób autotematyczne, świetnie ukazują ideę całego oscarowego zamieszania, czyli magię kina. Hugo (nominowany aż w 11 kategoriach) dostał nagrodę za efekty specjalne, montaż efektów dźwiękowych, dźwięk, scenografię i zdjęcia.
To dobry rok dla filmów stereoskopowych. 3D wraca chyba z powrotem do łask. Przypomnę, że nominowany do Oscara był również dokument Wendersa, Tintin i Rango, który z resztą zwyciężył w kategorii animacji. Kiedy Freeman recytował na otwarciu gali różne typy filmów, byłem pewien, że oprócz obrazów czarno-białych i niemych, dorzuci stereoskopowe. Niestety tak się nie stało. 3D pojawiło się mimo to w zajawce poprzedzającej galę. Jeżeli chodzi o Oscary jakie zgarnął film Scorsese, to dziwi mnie w sumie nagroda za efekty specjalne. Oczywiście nie twierdzę, że nie należą się za nie duże brawa, natomiast Transformers (jakim filmem by nie był) przewyższa pod tym względem chyba wszystkie nominowane obrazy razem wzięte. Ogromny żal mam też do Akademii za pominięcie (nie licząc nominacji Oldmana) Szpiega, który wg mnie zasługiwał na Oscara zarówno za zdjęcia jak i montaż.
Tagi:
film 3d,
Hugo i jego wynalazek,
kino 3d,
oscar,
oscary,
pina,
Scorsese